Gdy na początku stycznia tego roku gaz do Polski przestał płynąć z Ukrainy, z pewnością nikt nie wyobrażał sobie, że gazowy kryzys potrwa jeszcze rok. I choć dzisiaj nie brakuje nam gazu, to zafundowaliśmy sobie tlący się jak pożar w poszyciu leśnym – gazowy stan wyjątkowy. Konsekwencją styczniowego kryzysu jest fakt, że dzisiaj do Polski nie dochodzi ¼ importu gazu, który dostarczał pośrednik RosUkrEnergo. Padł on ofiarą ukraińskich walk o dostęp do pieniędzy między politykami. Gdy już pani premier Tymoszenko wypchnęła go ze swojego rynku, poradziła Polsce - „Idźcie do Gazpromu - oni mają gaz”. To było w styczniu, a dziś, pod koniec 2009 roku mamy paradoksalną sytuację, gdy cała Europa ma nadmiar taniego gazu. Cała... oprócz nas.
[restrict:roles=anonymous user]Całość tekstu dostępna dla zarejestrowanych Czytelników (rejestracja jest bezpłatna)[/restrict]