Gazowe aspekty wizyty premiera Putina

Uroczystości upamiętniające 70-tą rocznicę wybuchu wojny nie były dobrą okazją do rozwiązywania napięć gospodarczych. Ilość emocji społecznych, wyzwolonych jeszcze przed wizytą premiera Putina, praktycznie uniemożliwiała negocjacje, które polegają przede wszystkim na chłodnym kompromisie i obustronnych ustępstwach.

Jednak charakter tych uroczystości, koncyliacyjny ton wypowiedzi premiera Rosji i „budująca więzi” postawa premiera Tuska dają szanse na ocieplenie polityczne, co z pewnością pomoże w trudnych stosunkach energetycznych Polski i Rosji.

Nadzieje na rozwiązanie konfliktu gazowego między Polską a Rosją zostały związane z wizytą premiera Putina przy okazji negocjacji międzyrządowych. Ministerstwo Gospodarki połączyło osiągnięcie porozumienia z tą właśnie wizytą, wyznaczając datę, która mogłaby ograniczać drugą stronę. Ta bowiem gra na czas, który jest podstawowym (oprócz braków polskiej infrastruktury gazowej) atutem Rosjan. Jednak takie rozegranie negocjacyjne nie udało się, Rosja podjęła problem wyprostowania historycznych zaszłości, a termin wizyty nie był nieprzekraczalną granicą. W czasie wizyty problem dostaw gazu odgrywał marginalną rolę. Jednak padły ważne stwierdzenia, pokazujące możliwości zmian dzisiejszego stanu.

Premier Tusk i nadzieje na odpolitycznienie

W sprawie gazu premier Tusk stwierdził, że „gaz w relacjach polsko-rosyjskich nie może być przedmiotem polityki, a wyłącznie przedmiotem dobrze pojętego wspólnego interesu”. Zaś „wszelki kontekst polityczny powinien zostać odesłany ad acta”. To wg premiera Tuska oznacza, że „jest szansa na rychłe podpisane kontraktu”. Jednak negocjacje są prowadzone między rządami, dotyczą międzyrządowego porozumienia z 1993 r. (renegocjowanego i zmienionego w 2003 r.). Rosjanie przenieśli negocjacje na szczebel polityczny, co daje im więcej możliwości nacisku na ustępstwa Polski w innych obszarach relacji gazowych. Trudno więc dzisiaj mówić o odpolitycznieniu problemu, szczególnie że dwie strony rozumieją to pojęcie całkowicie odmiennie. Jednak oczekiwania odpolitycznienia to element racjonalizowania stosunków i schładzania gorących napięć ciągnących się od kilku lat. Taka rolę spełniały deklaracje premiera Tuska, że „rozwiązania mają być osadzone w biznesie” a „problemy mają charakter techniczny”.

Stwierdzenie polskiego premiera, że „my z premierem Putinem dopilnujemy, żeby nikt piachu w tryby nie sypał” może być próbą osłabienia tych grup po obu stronach, które nie są zainteresowane współpracą. Jednak po rosyjskiej stronie takich sił nie widać, nie ujawniły się one w jednolitym rosyjskim stanowisku biznesowo - rządowym. Natomiast po stronie polskiej mamy do czynienia z wpływową siłą, która nie jest zainteresowana w porozumieniu, proponując nawet przeciągnięcie negocjacji do wiosny. To przede wszystkim specjalny komitet przy Premierze, którego sekretarzem jest Maciej Woźniak, wywodzący się z ekipy ministra Naimskiego, specjalnego energetycznego pełnomocnika PiS-u. Ta opcja wzmacniana jest przez naciski opozycji oraz urzędu Prezydenta. Pytanie, czy premier Polski ma zamiar osłabić wpływ tych grup na negocjacje? To zmieniałoby poważnie układ sił po naszej stronie i dawało więcej możliwości działania premierowi Pawlakowi, jednak wobec twardego stanowiska opozycji i opinii publicznej ten wariant wydaje się mało prawdopodobny.

Premier Tusk przypomniał o deklaracji z Davos. Jednak deklaracja ta była mało zobowiązująca („szef polskiego rządu powiedział, że podczas rozmowy otrzymał deklarację, iż problemem z dostawami gazu do Polski prawdopodobnie będzie rozwiązany”) i nie padła ze strony rosyjskiej tylko z relacji strony polskiej. Poza tym okres siedmiu miesięcy, który od niej upłynął podważa dzisiaj jej wiarygodność. Podobnie było i obecnie – strona rosyjska nie potwierdziła tych deklaracji, można więc chyba stwierdzić, że termin podany przez polskiego premiera („wczesna jesień”) może nie zostać dotrzymany. Rosjanie doskonale wiedzą, że czas działa na ich korzyść. Pomimo braku mocnych kart, nasz premier akcentował elementy współpracy i schładzania napięć, budując w ten sposób podstawy do relacji z Rosjanami na polu, na którym atutów bardzo nam brakuje. .

Premier Putin o polsko-rosyjskiej korupcji gazowej

Premier Putin podkreślił, że na tematy energetyczne rozmawiano „bardzo szczegółowo”. Jednak stwierdził, że tutaj „jest problem”, który określił jako „korupcyjną decyzję” i podkreślił dwukrotnie, że problem ten był „z dwóch stron”. Chodziło o 4%-owy udział spółki Gas Trading (mylnie określanej jako „fizyczna osoba z polskiej strony”) w EuroPol Gazie. Premier Putin określił cel strony rosyjskiej jako „powrót do porozumienia rządowego z 1993 r.”, gdzie zapisany jest podział udziałów 50% na 50% między polską i rosyjską stronę.

Na dzisiaj znaczenie podniesionego problemu EuroPol Gazu nie jest dla Rosjan strategiczne. Gaz płynie mimo poważnych tarć w zarządzie, pomimo sporu o taryfy i ciągnących się spraw sądowych. Jednak długotrwała dysfunkcjonalność tej spółki może być powodem tarć i konfliktów, choć z pewnością nie na skalę ukraińską czy białoruską. Dlatego wydaje się, że premier Putin świadomie wykorzystał okazję, żeby wrzucić kamyk do naszego ogródka, skierować uwagę strony polskiej na problem, z którym nie możemy sobie poradzić od ponad 10 lat. Już bowiem za rządów AWS (1997 – 2001) podejmowano próby zmian w spółce. Bez sukcesu.

Ta sprawa daje pogląd o sposobie rosyjskich negocjacji. Rosja gra całym pakietem problemów, chcąc za dostawy gazu (tańsze) kupić sobie perspektywę spokojnego i taniego tranzytu. Warto wykonać rachunek zysków i strat takiego kompromisu.

Istotna deklaracja premiera Putina o chęci dostarczenia Polsce gazu była poprzedzona wskazaniem powodu naszych braków dostaw. Wskazał na stronę ukraińską jako inicjatora usunięcia spółki RosUkrEnergo z rynku. To dzięki temu bowiem Rosja mogła osiągnąć tak przeważająca pozycję w negocjacjach – Polsce brakuje gazu i brakuje alternatywnej infrastruktury. Rosjanie mogą spokojnie czekać. Dał więc do zrozumienia, że nasze sojusze strategiczne są bardzo kosztowne w sferze gazowej. Rosjanie dobrze pamiętają polską odmowę budowania pieremyczki i wpieranie wtedy przez nas Ukrainy.

Rozdźwięki na temat rurociągu Nord Stream, choć nie omawiane w rozmowach, na konferencji prasowej zostały podtrzymane przez stronę rosyjska i polską. Premier Putin zapewniał, że po zbudowaniu systemu przesyłowego przez Polskę, Rosja chce zdywersyfikować swoje trasy przesyłu. Premier Tusk zaś podtrzymał nasz „sceptyczny stosunek” do tej inicjatywy od strony ekonomicznej i ekologicznej, jednak stwierdził, żeby „nie traktować Nord Stream jako istotnego element relacji polsko-rosyjskich”. To deklaracja znaczącego „wychłodzenia” naszego aktywnego do tej pory stosunku do rosyjsko – niemieckiego rurociągu.

Otwarte możliwości

Atmosfera rocznicowa nie sprzyjała negocjacjom i kompromisom, jednak przebieg wizyty daje szanse na poprawienie stosunków energetycznych. Polska i Rosja zbliżyły się lekko ku sobie. Dobry przebieg wizyty premiera Putina w Polsce daje niewielkie, ale jednak szanse, na poprawienie stosunków politycznych. Z pewnością wpłynęłyby one na wzmocnienie naszej pozycji negocjacyjnej wobec Rosjan w sprawach energetycznych. Trudno negocjować, gdy stosunki są lodowate, a atuty z nasze strony bardzo słabe. Obawa pogorszenia takich stosunków jest niewielka, jednak dla Polski perspektywa budowania choćby poprawnych stosunków na płaszczyźnie politycznej – może być atutem.

Z wypowiedzi można wnioskować, że są możliwości kompromisów. Strona rosyjska mogłaby obniżyć swoje oczekiwania cenowe w zamian za ustępstwa w tranzycie. Strona polska (wobec bardzo prawdopodobnego sukcesu rurociągu Nord Stream) mogłaby zrezygnować ze swego „sceptycznego stosunku” do tego przedsięwzięcia. Warto też pamiętać o przyszłości podjąć rosyjskie sygnały o chęci współpracy przy budowie elektrowni atomowych w obwodzie kaliningradzkim czy na Białorusi. Zaawansowanie tych inwestycji wskazuje na potrzebę koordynacji naszych wysiłków. To mogłyby być realne perspektywy budowania współpracy.

Andrzej Szczęśniak